niedziela, 15 kwietnia 2012

Uwierz dzieciaku, że nie wszystko zawsze pójdzie po myśli.. Ale weź ogarnij się, wstań od kompa i podejdz do okna. Zobacz, że wszystko na zewnątrz żyje, ma się świetnie. A Ty? Marnujesz czas.. Na byle co. Dzwoń po kumpli, zróbcie coś kompletnie głupiego, tak, żeby było co wspominać.. Ale w sumie rób co chcesz.. Przecież masz wolną wolę.. Chociaż niektórym powinno się ją odebrać, bo ją źle wykorzystują. Pomyśl, czy warto jest w tej chwili zadzwonić do kogoś Ci ważnego i powiedzieć, jak bardzo Ci na tej osobie zależy. Bo wiesz.. Nigdy nie wiesz, czy następnego ranka się obudzisz. Cokolwiek może się stać. I jeszcze jedno... Nie przekładaj spełniania marzeń na przyszłość.. Rób rak, aby każdy dzień przynosił spełnione mazrenie.... Kochaj, szanuj, przepraszaj, wybaczaj.. Żyj.

~Ofelia.

PS. Dzięki Ara, za tak zajebisty wieczór ;) Trzeba częściej urządzać takei imprezy. Bo raz się żyje.. tak?

niedziela, 1 kwietnia 2012

Jak Ci się zyje? Pewnie powiesz, że beznadziejnie, nie nalezysz nigdzie, jestes sam.. Mysl sobie co chcesz, ale prawda zazwyczaj jest inna. Zawsze znajdzie się ktos, dla kogo jestes calym swiatem, dla kogo znaczysz wiecej niż zycie.. Kto oddalby wszystko, żeby jakoś to było.. Moze jest taki ktos.. Rozgladnij się.. Moze to rodzic. Bo to, że czasem Cie wkurzy też znaczy o jego milosci. A moze brat czy siostra. Mozesz się klocic z nimi ile chcesz, mowic, że nienawidzisz, ale jak przyjdzie co do czego, to bedziecie się nawzajem bronic.. A moze przyjaciel.. Tak, przyjaciel pewnie tak, jest ta osoba. Bo moze i się bijecie, przezywacie.. Ale znaczycie dla siebie tyle co wszystko a nawet jeszcze wiecej. Wiec bądź ostrozny, nie zostawiaj go nigdy. Nie wystawiaj dla innych. Bo taki jeden blad moze wszystko zrujnowac.. Doslownie wszystko. Kochaj go, szanuj, przytulaj, pocieszaj, bądź przy nim, spedzaj czas.. I nigdy nie zapomnij. Nigdy.. Bo już pozniej nie zawsze bedziesz mogl do niego wrocic. Ale jeśli zapomnisz, zostawisz.. To się moze skonczyc.. Niewazne czy to przyjazn mala, czy od dziecinstwa.. Przyjaciel to przyjaciel. Przepraszaj, wybaczaj, bądź..
Ale co jeśli to się rujnuje.. ? Co jeśli już nie wiesz co robic? Nie chcesz stracic, nie chcesz nigdy zapomniec.. Ale cos jednak przygasa.. Rozpal ogien na nowo.. Ale tym razem pilnuj żeby nie przygasl ani troche.. Bo jak zacznie się plomien zmniejszac.. Nie zauwazysz, kiedy knot bedzie się tylko zazyl.. I miej nadzieje,  że obie strony podsysaja ten plomien.. Bo wtedy bedzie plonal dwa razy mocniej i jasniej. Tak wiec.. Nie pozwol odejsc nadzieji.. Pilnuj, żeby nie odeszla.. Nie zostawila Cie z pustka..
Bo nadzieje warto miec.



~serce Ofelii

poniedziałek, 26 marca 2012

W jednym momencie tracisz wszelkie miłosne nadzieje.. W jednym zdaniu znadowało się tyle okrucieństwa, bólu.. lecz od jego strony chęć powierzenia powtórnej nadzieji na dawną miłość.. Tylko jedno zdanie dzieliło mnie od beztroskiego życia z uśmiechem na twarzy, szczęścia i czystej wiary w lepsze jutro.. Szklisto niebieskie  oczy nie mogłyby mnie tak zranić... Lepiej było napisać.. co ? Najlepsze było to, że ja wiedziałam , że tak będzie. Wiedziałam, że ona kiedys znowu przeszkodzi... Zniszczy wszystko jak gdyby nigdy nic.. Bo dała mu kolejną nadzieje. Ale żeby mieć pewność, że niczego nigdy nie bd żałować... Dodałam, że jest dla mnie kimś na prawdę ważnym.. że zależy mi tak bardzo jak nigdy.. że tak łatwo nei odpuszcze. Będę walczyć o ostatnie co mi tu, na tym szarym i opróżnionym z szacunku do nadzieji świecie zostało. Bo jeśli to by się skończyło.. Nic by ze mnie nie zostało. Nędzna nadzieja umarłaby tak po prostu. Zostawiłaby mnie. Odpuściłaby. Ale nie.. Ja zamierzam jeszcze o to walczyć. Tym razem nikt mi nie odbierze szczęścia z moich rąk całych umoczonych w krwi nienawiści i zdrady.. Bo to zawsze ja byłam ta, która cierpiała, bo musiała. Bo tak musiało być. Nie obchodzi mnie, ile mogę stracić walcząc do ostatniej kropli łzy.. Bo już wystarczająco dużo razy to ja byłam pokrzywdzona. Czas się odegrać.. Chociaż raz stanąć do bitwy. Może to być ostatnia walka.. Ale jeśli wygram, to nareszcie zwyciężę z Losem. A jeśli przegram, to przynajmnie będę wiedziała, że nigdy sie nie poddałam. A więc ruszam na pole bitwy.. I znowu muszę tam wrócić.. znowu starać się co sił.. Ale tym razem obiecuję Ci, Serce.. Tym razem damy radę. Wygramy. Bo pamiętasz o co walczymy.. ? O ostatnią nadzieję.. Dam Ci się wykazać.. A więc biegnij, uciekaj, zanim zmienię zdanie i znowu wsadze Cię do klatki.. Teraz już tylko Ty możesz mnie uratować.. A więc Serce.. Zrób tyle, ile możesz.. Choćbyś miał oddać za to duszę.. podpiszę cyrograf.. Lecz proszę, zawalcz o marzenie dziecka. Dziecka, które tak chciałoby być szczęśliwe.. które chciałoby mieć pewność jutra.. pewność miłości. Jeżeli teraz moje serce sie spisze dobrze i wygramy to.. to obiecuję, że się będę go słuchać.. że już nigdy sie nie poddam, oraz że już zawsze będę walczyć.. że nadzieja we mnie zostanie.. Bo nadzieję warto mieć..

~Ofelia


piątek, 2 marca 2012

Moze Ty wiesz co tu się dzieje.. ? Bo ja już nie nadazam.. Nie wiem o co komu chodzi, kto jest na mnie wkurzony, obrazony, czy ma o cos do mnie zal.. Już po prostu nie wiem. Nie wiem, czy mam się martwic o Niego, czy być na Niego wkurzona, czy usiasc i plakac.. Nie chce mu nawet wyjasncic o co chodzi. Nie odezwie się do mnie jak mnie widzi.. Nie podejdzie porozmawiac.. Nic. Jakby mnie unikal. A przynajmniej kontaktu wzrokowego. On nie wie, że to boli. Bardzo..

Mowil Wam ktos kiedys, że warto wierzyc w swoje marzenia? W jutro? W nadzieje? Ja mam nadzieje, że jeszcze bedzie wszystko dobrze między mna a Nim. Że bedzie tak jak kiedys. Że bedziemy siedziec w parku przy jakims drzewie czy gdzie i się wyglupiac jak nigdy.. Że bedziemy się często widywac, że bedziemy się chodzic przejsc, na spacer.. Że jeszcze kiedys normalnie porozmawiamy.. Brakuje mi tego bardzo.
Mam też nadzieje, że kiedys bede mogla po prostu normalnie porozmawiac z mama.. Przytulic się do niej.. Powiedziec o roznych sprawach.. Jak narazie jest za daleko.. Widze się z nia moze dwa razy na rok.. To za malo. Za krotko.. Szczegolnie, że pozegnania sa tak bolesne.. Bo wiem, że zobacze ja moze za 3 miesiace, a moze za pol roku.. Ale tego też nigdy nie wiadomo.. Mowiac jej, że ja kocham, że jeszcze troche i znowu się zobaczymy.. Mam pomimo wsztystko strach w oczach.. Że już jej nie zobacze. Boje się wtedy, że to moze być ostatni raz kiedy ja przytule i powiem że lzami w oczach, że ja kocham i bede tesknic.. Po prostu się boje. Nie chcę, by widziala moich lez.. Chociaż często jest je trudno ukryc.
Jak już wspominalam wczesniej, moze ktos Ci powiedzial, zebys wierzyl w marzenia. Zebys mial nadzieje. Moze to byla Twoja mama, tata.. Nie wiem. Ale mi to powiedziala mama. A w sumie nie do konca powiedziala.. Napisala mi wiersz.. Tak, wiersz. Od pewnego czasu po prostu nie wiem nic. Boje się.. Ten strach już daje we znaki. Przejawia się lzami.. Nie chcę odpuscic. On już chyba chce mnie do konca zniszczyc. To, co ze mnie zostalo.. Garstka wiary i ta chora nadzieja.. Ta, ktora mi zakrywa oczy i szepcze delikatnie co mam robic, jak postapic.. Czastem watpie, czy to dobry pomysl, by sluchac serca.. Ale wtedy mysle, że gdybym kiedys nie sluchala serca, nie przezylabym takich chwil.. Na pewno nie.. Gdybym postepowala rozsadnie, 11 lutego nie siegnelabym po telefon, by zadzwonic do niego.. By powiedziec, że tak nie moze być, bo w ten sposob już wszystko stracimy.. Gdybym tego nie zrobila, stracilabym już doszczetnie Eda.. Nie szlabym tam że lzami w oczach jak mala dziewczynka i nie rzucilabym mu się w ramiona, ktore mogly mnie uratowac.. Nie byloby tego. Przez to wiem, że nawet nie ja powinnam byla wtedy zadzwonic i przeprosic.. Zrobilam to. I wszystko uratowalam. Bo wtedy kierowalo mna serce. I nadzieja..

Wiara

Jeśli masz w sobie wiare
Kiedy myslisz, że nie uda się nic
Ona doda Ci sil.
Bron swoich marzen.
Walcz o to, by razem być.
Tyle sil trzeba, by walczyc o swoje sny.
I chociaż Ty, ani nikt nie wie,
Co wyjdzie z nich.
Twoje sa i wierzysz im.
Te male i te na dnie serca schowane.
~moja mama.

Ofelia.

wtorek, 28 lutego 2012

I nagle stoisz przy oknie, wpatrując się w przejrzyste, złudnie bliskie niebo. Patrzysz, jak gwiazdy migoczą delikatnie. Czujesz je na swojej skórze. Ale nie możesz ich dotknąć. Są za daleko.. Patrzysz jak biegną po łunie błękitu. Zastanawiasz się, czy jesteśmy sami. Nagle zaczynasz z Nim rozmawiać. Podziwiasz to, w jaki sposób poukładał każdy element tego świata. Zadajesz pytania. Pytasz się, co będzie, gdy nadejdzie kres tego, co stworzył. I dlaczego to się kiedyś skończy. Na pewno nie będzie Ci łatwo się z tym wszystkim pożegnać i Ty to wiesz.. Wiesz to aż za dobrze. Myślisz, czy śmierć boli.. Na pewno emocjonalnie. Skoro boisz się utraty Ich.. Powiedz im, że ich kochasz. Powiedz wszystko teraz.. By kiedyś nie żałować.. Bo co zrobisz, gdy któregoś dnia przyjdzie po Ciebie Anioł Śmierci? Nie da Ci szansy Im to powiedzieć. Podziękuj Im, jeśli na to zasłużyli. Powiedz, że nigdy nie zapomnisz. I że będziesz kochać tak, jak Oni Cię tego nauczyli. Pokaż, że choć bywały smutne chwile, nadzieja trwała.
Noc sie kończy. Gwiazdy chowają się, by wieczorem znowu ujawnić każdemu stworzeniu swój blask. Patrzysz, jak pierwsze, ciepłe promyki słońca przebijają się pośród bólu doznać. Cisza umyka. Napawaj się tą chwilą. Bo nie wiesz, czy to był ostatni wschód słońca w Twoim życiu. Ty tego nie wiesz. Ale za to On wie.


"Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną.
Co dzień spróchniały w wątły kwiat ubiera
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera."
~Jacek Wójcik, Miejcie Nadzieję


~Ofelia.
Drogi Czytelniku

Moze miales kiedys tak, że nagle budzisz się w srodku nocy caly we lzach, bo przysnilo Ci się cos strasznego. Jako dziecko się zawsze szlo do rodzicow, żeby przytulili, powiedzieli, że to tylko sen i że nie ma się czego bac.. Fajnie było być takim malym dzieckiem.. Ale czas mija, my dorastamy powoli, lecz nieublagalnie.. Jest srodek nocy. Leze wlasnie w lozku wtulona w Pana Krolika i slucham Coldplay'u przez sluchawki na telefonie. A dlaczego? Nie bede już tu nawijac o tym, że nie spie po nocach.. Chyba latwo się domyslic, co się stalo. Nie chcę wiecej takich snow. Nie chcę.. Już wystarczy.. Za duzo już się ich naogladalam.. Nie naogladalam, malo. Ja tam bylam. Uczestniczylam w tym pogrzebie. Najpierw ktos mi mowil, żeby się pospieszyc, bo się spoznimy. Natrafilismy na ten moment na cmentarzu, jak jeszcze trumna byla otwarta.. A w trumnie? Zimna, blada Ofelia z wyssana dusza lezala spokojnie w tej drewnianej, debowej trumnie.. Czekala już chyba tylko na wieczne zapomnienie. Bo ta twarz nie mowila o dobrze przezytym zyciu.. Oj nie. Ona jakby czekala na powtorne przyjscie. Czekala, żeby wrocic i wyznac wszystko co ukrywala. Pozostalo jej tylko czekac. A ja? Stalam najpierw w oslupieniu przy samej trumnie, gdy wszyscy patrzyli na ta Ofelie, ktora już nie mogla nic zrobic. Na ta blada, kamienna twarz. Ja jeszcze zywa chwile potem krzyczalam. Krzyczalam, że tu jestem, żeby to się skonczylo.. Bo jeszcze tu jestem.. Ale co z tego. Nikt mnie nie slyszal.. Nikt oprocz dennej otchlani nicosci, ktora jakby czekala z szyderczym usmieszkiem na to, że powiem, że się poddalam.. Smiala się ze mnie. Bo bylam bezradna. Bo zostala mi już tylko cisza. I nadzieja.. Nadzieja zawsze umiera ostatnia.. A on? On stal na samym poczatku. Przygladalam się tylko, jak uronil pierwsza lze.. Zaraz po niej kolejna.. Coraz wiecej ich było. Moje serce pekalo na coraz mniejsze kawalki.. Chcialam mu powiedziec, że go kocham. Bo kochalam go od poczatku. Ale ukrywalam. Chcialam go przeprosic za to. Powiedziec, że to nie jego wina. Żeby nie plakal. Bo swiat się jeszcze nie skonczyl. Że nadal ta gra się toczy. Że jeszcze daleko do mety, do pozbierania porozrzucanych pionkow, do poskladania planszy i wlozenia jej do pudelka. Bo to nie moglo się tak skonczyc. Nie moglo. Teraz, w tej minucie mój swiat się rozpadl, bo już nie moglam mu powiedziec. Wszystko przepadlo.
Byla tam też Souseiseki, jak i Itachi, Ciel, Ara i Ola.. Byly wszystkie.. Ale niech Ci się nie wydaje, że byli tylko Oni. Było ich o wiele wiecej.. Byli wszyscy. Na prawde pwszyscy. Niektorzy plakali, inni nie mieli zadnego wyrazu twarzy, a jeszcze niektorzy stali i się wszystkiemu przygladali z usmiechem. Z takim szyderczym usmiechem wygranej. Wygrali. Wtedy wygrali.. A co jeśli tak bedzie? Co jeśli to się niedlugo stanie? Zostaje już tylko miec ta zimna nadzieje na to, że jednak tak nie bedzie.. Bo tam daleko już mnie nikt nie przytuli, nie powie, że bedzie jeszcze dobrze.. Bo bede tam sama. Sama z ta otchlania, ktora mnuie do siebie zabrala. I znowu ten bol. Strach.. Smutek. Lzy. Jakby los chcial się jeszcze mna pobawic. Jakby było mu malo.. Nadziei mi nie zabierze.. Chocby nie wiem co się dzialo.. Nadzieje miec trzeba.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Gdy strach obejmuje wladze nad reszta odczuc, ciezko jest po prostu wstac i ruszyc dalej. Strach wtedy przejmie kontrole nad umyslem, rozsadkiem, i samym czlowiekiem. Kieruje nim jak marionetka na zawieszona bezradnie na sznurkach nadzieji. Strach. Czules to kiedys? To on nie pozwala Ci krzyczec gdy czujesz, że bol rozrywa Ci umysl. Boisz się wtedy, że stracisz jeszcze wiecej. Boisz się, że już nic Ci nie zostanie. Niektorzy boja się smierci, niektorzy innego czlowieka, niektorzy boja się jutra. Lecz ona boi się o cos zupelnie innego. Boi się utraty tego, co jej zostalo. Przyjazn na tle codziennosci jest na pierwszy rzut oka malo istotna, owszem.. Ale spojrz na to z jej perspektywy. Bo przyjazn na tle zycia to już co innego. Jedyne, co jej zostalo to przyjazn, czyli Ci ludzie i nadzieja. Nadzieja, że zostanie tak jak jest. Bo co by było, gdyby musiala odejsc? Oni by się moze po jakims czasie pozbierali, bo mieliby jeszcze siebie. A ona? Biedna Ofelia zostalaby praktycznie z niczym. Wszystko by jej już tym ciosem odebrano. Souseiseki jako jedna z nich już to od jakiegos czasu podejrzewa. Wie, że taki dzien nadejdzie. Ona tak samo pragnie, by już tak zostalo. Lecz ten dzien nastapi. Moze nie jutro, nie pojutrze, ale kiedys na pewno. Rozstanie. Smutek. Zal. Bol. Lzy. Nie chcemy tego dla niej. Dla Nich. Nadzieja gra tu duza role. Pozwala nie martwic się jutrem, zyc dzisiejszym dniem. Usmiechac sie. A wiec dalej, miejmy nadzieje. Badzmy malymi dziecmi. Zapomnijmy o tym co było. Nadzieje warto miec.

Z nadzieja, Serce Ofelii.
Drogi czytelniku

Ostatnimi czasy Ofelia nie sypia po nocach, co równa się z utratą koncentracji i zmianą poglądu na świat.. Bywa tak, że myśli o Ed`zie do późna pisząc z nim smsy. Jego była dziewczyna, a zarazem byłą przyjaciółka Ofelii pisze do Ed`a co pewien czas, przychodzi do ich szkoły na dyskoteki, tańczy cały czas koło niego.. A co na to Ofelia? Nic nie może zrobić, bo jest tylko jego "przyjaciółką". Nie może go miec na własność. Ale ma nadzieję, że to prawda, co jej mówi.. że znaczy dla niego wiele i oddałby za nią życie. Ale co z tego, że tak mówi, skoro w szkole na przerwach spędza czas ze swoimi koleżaneczkami.. To bardzo irytuje. No ale bywa ^-^ Wszyscy w szkole myślą, że oni ze sobą chodzą. heh.. Ona go kocha. To widać. Według wszystkich jako swojego niedoszłego chłopaka, ale nie według Ofelii. W inny sposób. Tylko jeszcze pozostaje mi uświadomić to Ed'owi, że czasem ją nieumyślnie rani. Tylko jeszcze nie wiem jak. Ale coś wymyśle, spokojnie.. Najgorzej jest, gdy Ofelia płacze całymi nocami. Wtedy na prawde nie jest dobrze.. Będąc małą dziewczynką już za dużo sie napłakała. A ja też tam byłam. Jestem z nią od zawsze. Potrafi sie zwierzyć swojemu Aniołowi Stróżowi. Panu królikowi, którego dostała od swojej ukochanej mamy jak była mała. Kocha tego pluszaka i do dziś z nim śpi. Ofelia ma piętnaście lat. I doświadczyła wystarczjąco dużo bólu, łez, strachu.. Ale dość ma już tej melancholii.. Czas zacząć żyć. Czas wyjść na estradę i pokazać kim się jest. Dobrze, że ma przy sobie przyjaciółki i Ed'a. Bez nich nie dałaby rady. Oj nie.. Ja sama się boję o nią. Lecz nadzieję warto mieć.

Z poważaniem, serce Ofelii.
No a więc witam. Załóżmy, że mam na imię Ofelia.. Nie zamierzam podawać tu prawdziwych imion osób. Ale wszystko, co będzie tu opisane, jest prawdziwe i na prawdę się wydarzyło.. Może początkowo Ci się wydawać, że jestem przeciętną nastolatką wiodącą normalne życie wśród rodziny i przyjaciół.. Lecz jak każdy wie, pozory mylą.. Mam przyjaciół, owszem, za co jestem wdzięczna. Poświęcam im jak najwięcej czasu, zerobiłabym dla nich wszystko.. Lecz moje życie nie kręci się jedynie wokół przyjaciółek. może miałeś kiedyś tak, a może masz, że masz przyjaciela płci przeciwnej, w którym się kochałaś kiedyś.. ale jednak to Twój przyjaciel teraz mimo wszystko.. Bo widzisz.. ja mam. Załóżmy, że ma na imię Ed. (pomysł  na imię Ed wziął się z tego... że moją ulubiiona postacią z anime to Edward Elric ;)  ).  A więc Drogi Czytelniku.. Bądź przygotowany na przeróżne sytuacje, które tu opisze.. od kłótni z ojcem, po siedzenie na śniegu w parku z Ed'em i śmianie się bez powodu.. Mimo wszystko.. moje życie jest zajebiste.. tak, kocham przyjaciółki. tak, kocham Ed'a. ale nie do końca jak przyjaciela i nie do końca jak chłopaka. Lecz kocham. Resztę pomysłów zostawię w swoim umyśle na następne chore i wydziwaczone wpisy.

Pozdrawiam, Ofelia.