wtorek, 28 lutego 2012

Drogi Czytelniku

Moze miales kiedys tak, że nagle budzisz się w srodku nocy caly we lzach, bo przysnilo Ci się cos strasznego. Jako dziecko się zawsze szlo do rodzicow, żeby przytulili, powiedzieli, że to tylko sen i że nie ma się czego bac.. Fajnie było być takim malym dzieckiem.. Ale czas mija, my dorastamy powoli, lecz nieublagalnie.. Jest srodek nocy. Leze wlasnie w lozku wtulona w Pana Krolika i slucham Coldplay'u przez sluchawki na telefonie. A dlaczego? Nie bede już tu nawijac o tym, że nie spie po nocach.. Chyba latwo się domyslic, co się stalo. Nie chcę wiecej takich snow. Nie chcę.. Już wystarczy.. Za duzo już się ich naogladalam.. Nie naogladalam, malo. Ja tam bylam. Uczestniczylam w tym pogrzebie. Najpierw ktos mi mowil, żeby się pospieszyc, bo się spoznimy. Natrafilismy na ten moment na cmentarzu, jak jeszcze trumna byla otwarta.. A w trumnie? Zimna, blada Ofelia z wyssana dusza lezala spokojnie w tej drewnianej, debowej trumnie.. Czekala już chyba tylko na wieczne zapomnienie. Bo ta twarz nie mowila o dobrze przezytym zyciu.. Oj nie. Ona jakby czekala na powtorne przyjscie. Czekala, żeby wrocic i wyznac wszystko co ukrywala. Pozostalo jej tylko czekac. A ja? Stalam najpierw w oslupieniu przy samej trumnie, gdy wszyscy patrzyli na ta Ofelie, ktora już nie mogla nic zrobic. Na ta blada, kamienna twarz. Ja jeszcze zywa chwile potem krzyczalam. Krzyczalam, że tu jestem, żeby to się skonczylo.. Bo jeszcze tu jestem.. Ale co z tego. Nikt mnie nie slyszal.. Nikt oprocz dennej otchlani nicosci, ktora jakby czekala z szyderczym usmieszkiem na to, że powiem, że się poddalam.. Smiala się ze mnie. Bo bylam bezradna. Bo zostala mi już tylko cisza. I nadzieja.. Nadzieja zawsze umiera ostatnia.. A on? On stal na samym poczatku. Przygladalam się tylko, jak uronil pierwsza lze.. Zaraz po niej kolejna.. Coraz wiecej ich było. Moje serce pekalo na coraz mniejsze kawalki.. Chcialam mu powiedziec, że go kocham. Bo kochalam go od poczatku. Ale ukrywalam. Chcialam go przeprosic za to. Powiedziec, że to nie jego wina. Żeby nie plakal. Bo swiat się jeszcze nie skonczyl. Że nadal ta gra się toczy. Że jeszcze daleko do mety, do pozbierania porozrzucanych pionkow, do poskladania planszy i wlozenia jej do pudelka. Bo to nie moglo się tak skonczyc. Nie moglo. Teraz, w tej minucie mój swiat się rozpadl, bo już nie moglam mu powiedziec. Wszystko przepadlo.
Byla tam też Souseiseki, jak i Itachi, Ciel, Ara i Ola.. Byly wszystkie.. Ale niech Ci się nie wydaje, że byli tylko Oni. Było ich o wiele wiecej.. Byli wszyscy. Na prawde pwszyscy. Niektorzy plakali, inni nie mieli zadnego wyrazu twarzy, a jeszcze niektorzy stali i się wszystkiemu przygladali z usmiechem. Z takim szyderczym usmiechem wygranej. Wygrali. Wtedy wygrali.. A co jeśli tak bedzie? Co jeśli to się niedlugo stanie? Zostaje już tylko miec ta zimna nadzieje na to, że jednak tak nie bedzie.. Bo tam daleko już mnie nikt nie przytuli, nie powie, że bedzie jeszcze dobrze.. Bo bede tam sama. Sama z ta otchlania, ktora mnuie do siebie zabrala. I znowu ten bol. Strach.. Smutek. Lzy. Jakby los chcial się jeszcze mna pobawic. Jakby było mu malo.. Nadziei mi nie zabierze.. Chocby nie wiem co się dzialo.. Nadzieje miec trzeba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz